piątek, 30 listopada 2012

Rozdział czwarty. Nie właściwy czas i osoba.



Harry właśnie kończył pracę dla Shacklebolta gdy usłyszał pukanie do drzwi.
-Proszę-zawołał,przez gabinet,a do pomieszcenia weszła nie wysoka kobieta.Miała czarne włosy,splecione w kucyk,rzucony na ramię,miłe spojrzenie i uśmiech oraz bardzo ładną figurę.Była to Cho Chang. Zobaczywszy za biurkiem   Harry'ego zagruzła lekko usta i uśmiechnęła się niepewnie.
-Cześć-przywitała się
Harry również wyglądał na bardzo zdziwionego.Zaczerwienił się i odpowiedział na powitanie
- Czy coś się stało?-zapytał niepewnie dziewczyny.-Usiądź-wskazał jej krzesło
-Szukam stanowiska sekretarki. Shacklebolt powiedział,abym się do ciebie udała. To znaczy do tego gabinetu.-Powiedziała omiotając wzrokiem gabinet i siadając na wskazanym krześle.
 W tej chwili Harry nienawidził Kingsleya.Ale cóż skąd miał on wiedzieć o nim i o Cho,ale w sumie...
Nie myśląc wiele zgodził się gdy napotkał,to ujmujące spojrzenie mogące powalić nawet hipogryfa.
- Och!, dziękuję-odpowiedziała-kiedy mogę zacząć?
- M-może jutro?- odparł niepewnie Harry
-Bardzo chętnie-powiedziała i szybko zmieniła temat- Co u ciebie Harry? Jak Ci się powodzi?
- Dobrze,praca też idzie w miarę,a u ciebie?-spytał 
- Też dobrze. Na początku chciałam znaleźć pracę związaną z Quiddichem,ale niestety nie jestem Oliverem czy tobą i no cóż bez powodzenia.
Harry szybko się ożywił,wzmianka o quiddichu ożywiła go i ośmieliła
-NO CO TY!? Uważam,że byłabyś świetnym ścigającym!-uśmiechnął się- na pewno nie szukałaś dokładnie.-powiedział z przekonaniem
-Oj uwież wszędzie- powiedziała i zaczęła się śmiać.- Jak tam Ginny?
- Ginny świetnie, tydzień temu byliśmy  na King's Cross. Nie widzieliśmy cię tam.
-Och! No bo wiesz ja ożeniłam się z mugolem.Filozofem-pochwaliła się,ale też trochę zawstydziła.-Nasza córka Danny jest charłakiem-powiedziała,a jej twarz była cała czerwona
- Przecież to nie powód do wstydu!-zaprzeczył jej słowom Harry.- Z resztą zawsze może skorzystać z kursów dla charłaków. 
- Wiem już zaczęliśmy naukę. Olivander był bardzo zdziwiony tym,że Danny jest niemagiczna.Sprzedał jej bardzo ciekawą różdżkę. 12 cali,krzew różany,szpon hipogryfa. Świetna do zaklęć-podsumowała Cho. A jak twoje pociechy?
-James,aż za dobrze-uśmiechnął się - Albus też świetnie,ale bardzo mnie zadziwiło to,że trafił do Slytherinu.Nie mam nic przeciwko,ale bardzo się zdziwiłem,przyznaję,Lily natomiast jest całkowitym przeciwieństwem Jamesa-powiedział
  Miła rozmowa trwała ,jeszcze przez dług czas i stawała się coraz bardziej intymna., Cho powróciła do nieszczęsnego okresu gdy byli razem.Harry nie chciał o tym mówić,ale Cho najwyraźniej nie podzielała jego zdania. I w taki właśnie sposób, nie wiedząc nawet jak to się stało usta Harry'go zbliżyły się do delikatnych ust Cho i lekko je musnął. To była sekunda. Wtedy Cho podeszła bliżej Harry'ego, uśmiechnęła się figlarnie i  dotknęła jego piersi po czym zaczęła powoli i  bardzo lekko musnęła jego usta. Harry włożył ręce pod bluzkę dziewczyny i zbliżył je ku brzuchowi zjeżdżając w dół. Cho nie pozostawała mu dłużna i coraz namiętniej go całowała. Harry podszedł rękami do piersi dziewczyny i powoli je pieścił,a ona zaczęła  ściągać mu koszulę i  zjechała językiem z ust do szyi i klatki piersiowej. Było to tak delikatne,a tak przyjemne dla Harry'ego  i Cho,że w ogóle nie przejęli się faktem iż obaj są żonaci. Harry właśnie chciał się posunąć coraz dalej, bo właśnie podniósł Cho nakłaniając ją do pocałunku, podnosząc ją za pupę,a ona trzymała ręce na jego biodrach gdy do gabinetu, niczym burza wpadła rozpromieniona rudowłosa Ginny. Wesoło się uśmiechała jeszcze przez jakiś czas dopiero po paru sekundach zrozumiała co się dzieje. Całkowicie pobladła i otworzyła usta ze zdumienia. Do zielonych oczu napłynęły łzy wściekłości.Zacisnęła usta w cienką  linię i zmrużyła oczy ze złości. Szybko zarzuciła włosy do tyłu i w sekundę wyparowała z gabinetu, trzaskając drzwiami.